Rozmowa z Robertem Kaźmierczakiem, kandydatem na senatora z ruchu samorządowego Unia Prezydentów-Obywatele do Senatu.

Dlaczego wybrał pan senat, a nie sejm?
Przede wszystkim dlatego, że zmieniła się w tym roku ordynacja wyborcza i po raz pierwszy w wyborach do Senatu obowiązują okręgi jednomandatowe. Obejmują one mniej więcej jedną trzecią dawnych, dużych okręgów wyborczych, na które składały się obszary byłych województw kaliskiego i leszczyńskiego. Teraz okręg w wyborach do Senatu to powiat jarociński, pleszewski, powiat kaliski i miasto Kalisz. W wyborach do Senatu każdy komitet może wystawić tylko jednego kandydata i wchodzi tylko ten, który dostanie najwięcej głosów. Powoduje to, że nie trzeba być członkiem żadnej partii. Ugrupowania niepartyjne czy komitety obywatelskie, które są inicjatywami oddolnymi, samorządowymi, jak komitet Unia Prezydentów „Obywatele do Senatu”, mają realne szanse, żeby powalczyć o mandaty senatorskie z partiami.

Sądzi pan, że jest w stanie powalczyć realnie o mandat senatorski w tych nowych, jednomandatowych okręgach?
Jeśli mamy w okręgu jarocińsko-pleszewsko-kaliskim mniej więcej 130 tys. osób, które pójdą głosować, a tak było w poprzednich wyborach parlamentarnych w tych trzech powiatach i samym Kaliszu, a kandydatów będzie sześciu-ośmiu, to daje to przy aktywnej, dobrze zorganizowanej kampanii na terenie powiatu jarocińskiego i pleszewskiego realne szanse na powalczenie z najpoważniejszymi kontrkandydatami partyjnymi z Kalisza, których będzie pewnie troje-czworo.

Czy jest szansa, aby ktoś bezpartyjny wszedł do senatu?
Badanie przeprowadzone w lipcu w województwie dolnośląskim wykazało, że prawie 30 procent ludzi chce głosować w wyborach do Senatu na kandydatów bezpartyjnych, niezależnych. W tym samym badaniu, przewodząca we wszystkich sondażach Platforma Obywatelska otrzymała 26 procent poparcia. Ludzie chyba mają dosyć sporu między partiami, który nic nie wnosi. Największe partie to takie byty pasożytnicze. Pasożytują na naszych emocjach, poglądach politycznych, sympatiach i antypatiach. PiS-owi do życia jest potrzebna Platforma, a Platformie PiS. Walczą między sobą, wzywają się na pojedynki słowne, ale jakie są tego efekty? Żadne. Poza tym, że partiom wypłaca się z budżetu państwa olbrzymie dotacje, za które odstawiają ten teatrzyk, a teraz robią kampanię.

Cała rozmowa znajduje się na www.zyciejarocina.pl